Jednym z ostatnich moich projektów, był model samolotu, który wytrenował rzeszę pilotów na poczatku ery lotnictwa w USA - Curtiss JN-4 Jenny. Zdecydowałem się na malowanie pudełkowe – klasykę okresu między wojennego, z charakterystycznym żóltym płatem która mimo upływu lat wciąż ma w sobie to "coś". Sam zestaw to typowy ukraiński shortrun sprzed dwóch dekad. Jak można się spodziewać po tej technologii, plastik przywitał mnie dość „mydlanymi” detalami i całkowitym brakiem kołków ustalających. Przyznam, że budziło to spore obawy w kontekście późniejszego montażu górnego płata i zachowania prawidłowej geometrii.
Prace rozpocząłem od sekcji wnętrza oraz jednostki napędowej. Tutaj napotkałem pierwszą przeszkodę – ze względu na wiek zestawu i wieloletnie magazynowanie, w czeluściach pudełka zaginął jeden blok cylindrów. Musiałem ratować się improwizacją: wykonałem formę przy użyciu masy BlueStuff i odlałem brakujący element z Poxiliny.
Całość została zagruntowana szarym Surfacerem 1500. Silnik pokryłem podkładem Black Base od AK Xtreme, a następnie pomalowałem farbą Super Metallic Dark Iron Mr.Hobby i wypolerowałem suchym pędzlem dla uzyskania metalicznego wykończenia. Podłogę pomalowałem emalią Testors imitującą drewno, natomiast burty kadłuba pociągnąłem akrylami Vallejo.
Drewniane pokryłem brązową farbą olejną, którą następnie roztarłem pędzlem, aby stworzyć imitacje faktury drewna. Niestety, kalkomanie z zegarami okazały się niezwykle kruche i podczas nakładania rozpadły się w drobny mak.
Złożenie kadłuba i skrzydeł w całość wymagało sporo cierpliwości. Łączenia oczywiście wymagały szpachlowania. Największym problemem okazał się specyficzny podział technologiczny – różnice w grubości między płatami a środkowymi łącznikami sprawiły, że podczas wyprowadzania powierzchni zacząłem tracić subtelne odwzorowanie ugięcia płótna na żebrach.
Zastrzały wkleiłem do dolnych płatów oraz w miejscach styku z kadłubem, po czym zostawiłem do porządnego związania w usyalonych pozycjach. Przygotowałem również pozostałe podzespoły: wózek podwozia oraz usterzenie.
Po nałożeniu Surfacera 1200 przeszedłem do najciekawszego etapu – malowania. Aby uzyskać efekt wręg prześwitujących przez płótno, zastosowałem pracochłonną technikę maskowania. Na miejsca, gdzie przebiegają żebra, nakleiłem cieniutkie paski taśmy Tamiya.
Wzdłuż nich wykonałem preszejding kolorem Sea Blue, a przestrzenie pomiędzy nimi rozjaśniłem bielą. Następnie zblendowałem całość, ponownie pociągnąłem ciemniejszym kolorem wzdłuż żeber i nałożyłem kolejną warstwę taśmy maskującej. Po natryśnięciu koloru bazowego i zdjęciu masek, uzyskałem pożądany efekt wizualny konstrukcji majaczącej pod poszyciem. Górny płat i stery potraktowałem identycznie, z tą różnicą, że do cieniowania użyłem czerwieni.
Przed nakładaniem kalkomanii zabezpieczyłem je dwiema warstwami preparatu Microsol Liquid Decal Film, jednak mimo to nadal wykazywały tendencję do pękania.
Następnie wykonałem olinowanie wykorzystując elastyczne linki AK Hyper Thin Bobbin.
Pora wkleić płat. Nie obyło się bez komplikacji – zastrzały przy kokpicie zupełnie nie chciały współpracować i wymagały ponownego wklejania, co nieco odbiło się na estetyce tego rejonu. Na szczęście wcześniejszy montaż olinowania uratował sytuację, bo na tym etapie ich instalacja byłaby już niemożliwa.
Pozostało wkleić pozostałe detale i model skończony
Była to wymagająca przeprawa z oporną materią „shortrunu”, ale satysfakcja z efektu końcowego jest spora. Zapraszam wkrótce do pełnej galerii, gdzie podzielę się końcowymi przemyśleniami.



