Wildcaty dwa, czyli subiektywna rzecz o starym i nowym zestawie F4F Wildcat Arma Hobby

 Jako pasjonat amerykańskiego lotnictwa morskiego, i nie jako pasjonat Wildcatów, ucieszyłem się na wieść ze ARMA wypuściła wczesną wersję, bez systemu składanych skrzydeł. Chwilę po premierze zakupiłem, a jako że model reklamowany jest że jest z nowych form, postanowiłem go porównać do starszego zestawu z późniejszą wersja F-4.


Zacznijmy porównanie od opakowania. Obydwa modele są zapakowane są w kartonowe pudełko tej samej wielkości z otwieranym na bok kłaponem, przez który wyciągamy wypraski. Na pierwszy rzut oka, zauważyć można nowy layout pudełka, i ciekawszą dynamiczniejszą grafikę. Z tyłu na standardzie pokazano sylwetki boczne oferowanych w zestawie malowań. W starszym zestawie mamy dwa, w nowym modelu trzy warianty do wyboru 


W przypadku instrukcji nie ma żadnych róznic. w obydwu przypadkach mamy do czynienia z książeczką A5 wydrukowana na papierze kredowym. 


Jak spojrzymy na kalkomanie, w starszym modelu drukowana była przez Techmod, w nowym modelu producentem jest już Cartograf. Czy jest to jakaś znacząca różnica?  Raczej nie, obydwaj producenci gwarantują wysoki standard swoich produktów, aczkolwiek osobiście wole kalkomanie naszego rodzimego producenta, wydają się cieńsze, i jakoś lepiej mi się kładą niż Cartograf. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to wydrukowanie późniejszej wersji pasów, ale się nie przyczepie bo i tak pójdzie w to miejsce fototrawka Eduarda. Poprawne pasy miały znaleźć się w fotelu drukowanym 3D.  Coś czego nie ma w starym zestawie, a jest w nowym, to arkusik masek do oszklenia, wyciętej na żółtym papierze, i to jest fajny powoli robiący się standard. 


Przejdźmy teraz do głównego dania, czyli plastiku. W obydwu zestawach mamy 3 ramki, 1 przezroczystą i dwie z szarego plastiku. W przypadku szkiełek, w nowej wersji dostajemy przede wszystkim 3 rodzaje wiatrochronów. 1 późniejszy, 2 wcześniejsze z dodatkową ramą z czego jeden z wcięciem na celownik teleskopowy, co oznacza że będą jeszcze wersje wczesne F-3. Fani Yellow Wingsów powinni już zacierać ręce i tuptać nogami. Najbardziej charakterystyczną rzeczą na tej ramce, są części do zrobienia dedykowanego stojaka montażowego, tudzież do przenoszenia modelu. Jak dla mnie temat ciekawy jak i kontrowersyjny. Ale do tego wrócę później. Natomiast wracając do samych części, widać wyraźnie różnice w zastosowanym tworzywie. W starszym modelu części są zabarwione lekko na żółto, w nowym plastik jest już
bardziej krystaliczny, czystszy.


W przypadku głównych wyprasek z szarego tworzywa, mamy jak już wspomniałem 2 ramki, ale różniące się układem, w końcu mamy do czynienia z modelem z nowych form. Tworzywo użyte w obydwu modelach tez wygląda na inne. w starszym modelu jest ciemniejsze, jakby bardziej wypolerowane, w nowym zestawie tworzywo jest jaśniejsze i wygląda na bardziej satynowe. Podczas montażu obydwu będę mógł ocenić czy te tworzywa maja różne właściwości czy tylko kwestia wizualna. Wracając do układu ramek. Starszy model to jedna główna ramka z kadłubem i skrzydłami, oraz mniejsza z akcesoriami, oraz czesciami do silnika itd. W nowym zestawie mamy dwie tej samej wielkosci, na których mamy po jednej połówce skrzydeł i kadłuba i resztę czesci montazowych. Na pierwszy rzut oka wygląda tak że starszy zestaw jest jakiś bogatszy. 73 nowa vs 79 stara wypraska, czyli niewiele mniej maja nowe formy. 


Na pierwszy rzut oka wyglądać może ze określenie nowe formy tyczy się tylko rozkładu części, oraz nowych skrzydeł i po części tak jest ale nie do końca, bo diabeł tkwi w szczegółach.  

Silnik w nowych formach wygląda po prostu ubogo. Ot dwie gwiazdy, przednia osłona i to wszystko. w starszym modelu mieliśmy jeszcze masę przewodów popychaczy do dodania z plastiku. 


Jak wspominałem połówki kadłuba wyglądają bardzo podobnie, ale tak nie jest, i tu dochodzimy do najwiekszego rozczarowania nowym zestawem. Całe wnętrze kadluba gdzie jest przedział podwozia zostało wykastrowane. Nie ma tam nic w porównaniu do starego zestawu. De facto ARMA cofneła się o 35lat, z fajnie z detalowanego wnętrza, do poziomy starej Hasegawy. 


Tego co widzicie na zdjęciu poniżej nie ma. Jest absolutna pustka.....


.... i niech nikt mi nie mówi ze tam i tak nic nie widać, jak na jednym z forów zostało napisane, bo to jest nie prawda. Tu jako przykład mój Hasegawowski F4F-3P wzbogacony o żywice.


Nie będę ukrywał faktu ze wróciwszy do domu ze sklepu gdy zajarany wyjąłem z pudełka wypraski i rzuciłem okiem na nie okiem, to skwitowałem młodzieżowym WTF!? Chyba wolałbym aby model był oparty o stare formy z wymienionym skrzydłem, bez tej kontrowersyjnej podstawki montażowej, którą i tak większość modelarzy pewnie oleje, bo tego typu podstawki, czy drukowane, czy wycinane laserowo, w warsztatach zagościły juz na dobre. Naprawdę zamiast tego gadżetu wolałbym tą ładnie zdetalowane wnętrze komory podwozia z F4F-4 czy FM-2. 

I chyba na tym zakończę tą rozprawę nad dwoma Wildcatami, bo jest mi ciężko wystawić końcową ocenę nowego zestawu. Na pewno nie odradzam i nie żałuje zakupu, bo mimo to ze są rzeczy które mi się nie podobają, ma kilka rzeczy które mi sie bardzo podobają.